Nie ma rodziców idealnych, lecz każdy człowiek, który zrozumiał, że każdego dnia płaci niewyobrażalną traumą za błędy swoich rodziców, może przepracować przeszłość i nauczyć się z nią żyć. Książka „Dzieciństwo do poprawki” przeprowadzi czytelnika przez autoterapię i pomoże krok po kroku wyzwolić się z traum dzieciństwa. Janusz Korczak mawiał, że „dziecko zaniedbywane nie przestaje kochać rodzica, ono przestaje kochać siebie”. Między innymi o tym, dlaczego tak się dzieje, rozmawiam z autorką książki Sylwią Sitkowską.

W książce Dzieciństwo do poprawki przywołuje pani doświadczenia swoich pacjentów. Ilu z nich kończy terapię z pozytywnym skutkiem? Możliwe jest całkowite wyzwolenie się ze szponów negatywnej przeszłości, porzucenie blokujących przekonań, którymi nasiąkało się w dzieciństwie?

Nie da się zmienić przeszłości, ale można się nauczyć z nią żyć; sprawić, aby to, co się wydarzyło, nie miało aż tak dużego wpływu na dorosłe życie. Jeśli ktoś wejdzie w proces terapeutyczny, wytrwa w nim i zmierzy się z przeszłością, jak najbardziej ma szansę na lepsze, bardziej zrównoważone życie.

Dlaczego zdecydowała się pani na napisanie książki właśnie o rodzicach?

Już na studiach zorientowałam się, jak wielki wpływ na człowieka, na to, jak funkcjonuje, ma pierwszy okres jego życia. Od zawsze fascynowało mnie to, jak silny jest to wpływ. Śledziłam spory naukowców na temat tego, co w większym stopniu wpływa na nasze życie: geny czy środowisko. Jest to mój ulubiony obszar pracy z klientem. Samo uświadomienie sobie wpływu dzieciństwa na swoje życie, zrozumienie, w których obszarach to następuje, daje możliwość zmiany. Lubię patrzeć, jak moi klienci uwalniają się od mało konstruktywnych przekonań na własny temat i zaczynają o sobie myśleć lepiej. Jak stają się lepsi dla siebie, a tym samym dla innych. To bardzo silnie oddziałuje na świat, w którym żyjemy.

W ramach pracy terapeutycznej proponuje pani swoim pacjentom pisanie życiorysu. W książce ujawnia pani, że swego czasu sama pisała swój życiorys. Czy to oznacza, że pani również jako osoba dorosła musiała zmierzyć się ze swoim dzieciństwem?

Oczywiście. Nie ma rodziców idealnych, moi też tacy nie byli. Powiedziałabym, że miałam całkiem sporo do przepracowania. Między innymi dlatego z pełną odpowiedzialnością podejmuję się pracy nad trudami dzieciństwa moich klientów, że wszystkie ćwiczenia zaproponowane w książce przetestowałam na własnej skórze. Nie zawsze są to łatwe i przyjemne doświadczenia, ale wiem, że warto. Sama w ramach terapii powoli odkrywałam ciemne obszary mojego życia i rzucałam na nie światło po to, by już mnie nie straszyły, nie wychodziły z ciemnych kątów. I faktycznie nie straszą. Czasami się odzywają, ale teraz nie robi to na mnie wielkiego wrażenia.

Jako osoby dorosłe nie pamiętamy, jak rodzice traktowali nas we wczesnym dzieciństwie. W jaki sposób przepracować i uświadomić sobie traumę, kiedy pierwsze, wyrywkowe wspomnienia dotyczą na przykład dopiero wczesnego okresu dojrzewania?

John Bowlby twierdzi, że pierwszy rok życia jest kluczowy dla tworzenia się wzoru relacji nawiązywanych w dorosłym życiu, a to faktycznie wczesne doświadczenie, którego właściwie nikt nie pamięta. Bowlby mówi, że relacja z matką, najbliższym opiekunem, jest wzorem, który w życiu dorosłym powtarzamy w innych relacjach. Jednak z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że jeśli nasz opiekun był emocjonalnie niedostępny, gdy mieliśmy osiem lat, to najprawdopodobniej było podobnie, gdy mieliśmy sześć miesięcy. Łatwo więc sobie wyobrazić, jak głęboko zakorzenione są w nas pewne wzorce. W terapii mamy swoje sposoby na odświeżenie pamięci. Często bazujemy na pamięci emocji; na przykład mogę nie pamiętać konkretnej sytuacji, ale pamiętam, jak się czułam, gdy siedziałam wieczorem sama w pokoju albo gdy słyszałam krzyki rodziców w pokoju obok…

Bywa i tak, że rodzic krytyk krytykuje nie tylko w dzieciństwie, pozostaje w opozycji do dziecka również, gdy ono dorośnie. Dorosła osoba, która odkryła, że u podłoża lęków, porażek, trudności leżą zachowania jej rodziców w dzieciństwie, zaszłości z tego okresu, powinna się z nimi skonfrontować?

Niekoniecznie. Jako że psychika ludzka jest skomplikowana, a dodatkowo każdy ma indywidualną relację z rodzicem, zmuszona jestem odpowiedzieć jak rasowy psycholog: to zależy. W wielkim skrócie: konfrontacja z rodzicem może dać siłę i poczucie, że się obroniliśmy, zatroszczyliśmy o siebie, może też dać poczucie totalnej porażki. Spontaniczne konfrontacje często kończą się wtórną traumatyzacją, bo rodzice mówią: „Ale wymyślasz”, „Nigdy tak nie było!”, „Robiłam dla ciebie wszystko, a ty mi teraz tak odpłacasz”. U nich też działa mechanizm zapominania. Większość chce żyć z poczuciem, że byli dobrymi rodzicami, dlatego wypiera trudne sytuacje, a pielęgnuje te, które pozwalają pozytywnie myśleć o sobie. Kiedyś miałam na terapii dziewczynę, którą ojciec bił. Gdy poszła do niego, aby mu opowiedzieć o swoim cierpieniu, zareagował w ten sposób: „Co ty wymyślasz?! Zupełnie ci się poprzestawiało w głowie! Zawsze chciałem dla ciebie najlepiej, pamiętasz, jak ganiałem po podwórku tego małego rudego chłopca, który ci powiedział, że jesteś głupia?”. I tak to się najczęściej kończy. Dlatego w ramach terapii zalecamy konfrontację ze stuprocentowym happy endem. To znaczy przypomnienie sobie trudnych momentów, wyrzucenie z siebie żalów i wylanie ich… na papier. Tak zwany brudny list jest istotnym elementem pracy psychoterapeutycznej. Nie powoduje dodatkowych spustoszeń w relacjach z rodzicami, a jednocześnie daje ujście emocjom. Taki list to pierwszy etap trzyczęściowego cyklu godzenia się z doświadczeniami z dzieciństwa w relacji z rodzicami.

Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na skorzystanie z terapii. Co z osobami, które na przykład z powodów finansowych nie pojawią się w gabinecie? Czy książka Dzieciństwo do poprawki może zastąpić terapię? Czy ktoś, kto zmaga się w dorosłości z zaszłościami z dzieciństwa, sięgnąwszy po tę książkę, poradzi sobie z lękami?

To było moim celem, gdy pisałam tę książkę: aby prowadziła czytelnika krok po kroku do wyzwolenia z traum dzieciństwa i aby każdy mógł samodzielnie uleczyć zbolałe serce – jeśli nie całkowicie, to chociaż położyć na nie porządny plaster z wyciągiem z aloesu. Książka jest pomyślana w taki sposób, w jaki najczęściej prowadzę terapię trudnego dzieciństwa. Oczywiście podczas terapii nie przechodzimy przez wszystkie ćwiczenia zawarte w książce – te dobieram na bieżąco, dostosowując je do danej osoby. Czytelnik jednak otrzymuje cały zestaw możliwości, do wyboru według własnych potrzeb. Zaczynamy od zrozumienia, przechodzimy do poczucia i na końcu wprowadzamy zmianę. Dostaję również informacje od psychoterapeutów, że jest to dla nich inspiracja do pracy z pacjentami.

W książce pojawia się dojmujące zdanie: „Dziecko zaniedbywane nie przestaje kochać rodzica, ono przestaje kochać siebie”. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego osoby traktowane okrutnie dźwigają ciężar na własnych barkach, zamiast zdeponować gniew na oprawcy?

Dziecko potrzebuje opiekuna. Na pewnym etapie życia rodzic to jedyny gwarant bezpieczeństwa. Jak ono ma pomieścić w sobie to, że osoba, od której całkowicie zależy i którą kocha najbardziej na świecie, jest jednocześnie dla niego agresorem, bo na przykład nie panuje nad swoimi emocjami? Dziecko chce wierzyć, że jest kochane, że komuś na nim zależy, więc gdy dorosły stosuje wobec niego agresję, czy to słowną, czy fizyczną, ono myśli: „To ze mną jest coś nie tak, przecież mama jest dorosła, wie, co robi”. Dzieci bezwzględnie wierzą dorosłym, przynajmniej na początku, nie mają przecież nikogo innego. Dopiero później zaczynają zauważać – a i to nie każde – że to, że rodzic je źle traktował, nie było związane z nimi, tylko z jego trudnościami w opanowaniu emocji.

Osoby, które popadły w tak zwany syndrom sztokholmski, nadal odczuwają sympatię do toksycznego rodzica, zabiegają o jego uwagę, chcą mu zaimponować, usłyszeć, że są podziwiane i godne jego miłości. Możliwe jest całkowite uwolnienie od „przywiązania z pojmania”?

To bardzo częste zjawisko. Bez przepracowania dzieciństwa całe dorosłe życie w sposób nieświadomy ustawiamy tak, aby udowodnić coś rodzicowi lub aby nie być takim jak on, albo budujemy mur pseudoobojętności. A najczęściej robimy wszystko, aby otrzymać tę miłość, której nie otrzymaliśmy od rodzica. Łudzimy się, że wreszcie powie „kocham cię”, „jestem z ciebie dumny”, „jesteś moim skarbem” itd. Tymczasem to już raczej nie nastąpi, skoro nie nastąpiło w dzieciństwie – a nawet jeśli, to i tak nie ukoi całkowitego bólu i nie zasypie deficytu miłości, który wówczas powstał. W ramach terapii uczymy, jak żyć z tym, co się wydarzyło, a także właśnie tego: jak uwolnić się od konieczności zabiegania o miłość rodzica. To daje naprawdę dużą ulgę.

Janusz Korczak mawiał, że „dziecku należy mówić, że jest dobre, że może, że potrafi”. Co, jeśli rodzic przez całe życie dziecka, nawet dorosłe, robi wręcz odwrotnie? Czy skutki takiego rodzicielstwa są odwracalne? Czy możliwe jest wyłączenie wewnętrznego krytyka?

Całkowite zapewne nie, ale na pewno można w części. Nasze doświadczenia, te trudne i te dobre, stworzyły nas takimi, jakimi jesteśmy. To, co się wydarzyło, pozostanie z nami już do końca. Dlatego może być tak, że nawet po terapii w trudniejszych chwilach w głowie pojawi się głos krytycznego rodzica, ale gwarantuję, że będzie nam łatwiej to zauważyć i zmienić tego krytyka w opiekuna. Po prostu zadbać o siebie.

Nie wiem, czy możemy ujawnić akurat ten fragment książki, ale nie ukrywam, że bardzo mną wstrząsnęła zła wiadomość, że czas na bezwarunkowe kochanie bezpowrotnie minął. „Tęsknisz za czymś, co już się nie wydarzy. Napiszę to jeszcze raz: nikt już nie pokocha Ciebie tak, jak powinni Cię kochać rodzice, gdy byłeś małym, słodkim bobasem. Na wszystko w życiu jest czas. I na to również był odpowiedni czas. Jeśli nie dostałeś miłości w dzieciństwie, to ten czas minął i już nie wróci”. Pogodzenie się z owym stanem rzeczy jest kluczowe dla osób, które zmagają się z uwewnętrznionym w głowie krytycznym rodzicem?

To jest jedna z najtrudniejszych prawd, które warto sobie uświadomić. Brzmi brutalnie i okrutnie, ale im szybciej zdamy sobie z tego sprawę i stracimy nadzieję, tym szybciej staniemy się niezależni i będziemy mogli zacząć kierować swoim życiem tak, jak my chcemy, a nie tak, jak zostaliśmy „zaprogramowani”. To naprawdę niezwykle uwalniające.

Jaką pracę musi wykonać osoba dorosła, która w dzieciństwie nie była traktowana tak, jak na to zasługiwała, aby ogłosić własną niepodległość i – jak określa to pani w książce – ustanowić własną konstytucję?

Nazywam to: zrozumieć – poczuć – zmienić. Najpierw potrzebujemy zrozumieć, co się w ogóle stało i jak to wpłynęło na nasze życie. Każdy jednak zna ten stan, w którym wie, ale nie potrafi zastosować, czyli nie czuje. Dlatego drugim etapem jest praca z emocjami, po to, aby ten ktoś mógł poczuć, że na przykład przekonanie „jestem głupi” to nie jest prawda o nim; po to, aby nie uruchamiało się ono bezrefleksyjnie w trudniejszych stacjach.

Kiedy najlepiej zdecydować się na terapię? Jak rozpoznać granicę między złym samopoczuciem i złością na rodziców a traumą wpływającą na dorosłość, głęboko zakorzenioną w dzieciństwie?

Na terapię warto udać się na przykład wtedy, gdy zauważymy jakieś powtarzające się wydarzenia w naszym życiu. Trochę zgodnie z powiedzeniem: zmiana męża nic nie zmienia, nosimy w sobie nasze kłopoty i własnym zachowaniem powodujemy efekt powtarzającego się refrenu w danym obszarze. Na przykład miałam na terapii kobietę, której każdy związek kończył się zdradą ze strony partnera. Przypadek? Nie sądzę.

Oczywiście o skorzystaniu z terapii może decydować szereg innych czynników: utrzymujący się niepokój, napięcie, smutek, lęk, zmęczenie, bezradność, gdy mamy trudny czas w życiu i ciężko nam się z niego podnieść. Generalnie – gdy jest nam źle. Ważne jest też to, że nie każda terapia musi sięgać do głębokiego dzieciństwa.

Jak rozpoznać, czy nasze wspomnienia z dzieciństwa to nie wyrobione przez nas samych zdanie, ukształtowana opinia, być może odbiegająca od rzeczywistości?

Jedno z moich ulubionych powiedzeń brzmi: nie wierz we wszystko, co myślisz. Jeśli ktoś czuje, że jakiś sposób myślenia o sobie powoduje u niego cierpienie czy mu nie służy, to prawdopodobnie warto się nad nim pochylić i zastanowić się, czy to na pewno wynika z doświadczeń jego życia, czy raczej stanowi balast noszony od dzieciństwa, bo kiedyś ktoś tak o tej osobie myślał czy mówił.

Pewien psychiatra powiedział mi kiedyś, że osoby zmagające się ze stanami lękowymi często nie są w stanie przywołać wspomnień, ponieważ ich mózg skupia się na walce z zaburzeniami. W jaki sposób przebiega terapia osoby, która ma trudności z odzyskaniem wspomnień z dzieciństwa?

Nawet jeśli na początku procesu nie pamiętamy konkretnych sytuacji, większość z nas ma pamięć emocji. Pamięta, że w domu panował ponury nastrój albo był nerwowy ojciec, którego obecność budziła napięcie – od tego zaczynamy, a później po nitce do kłębka dochodzimy do konkretnych sytuacji. Proszę mi wierzyć, że nawet osoba, która przychodzi i mówi, że nie pamięta nic, czarna dziura, przy odrobinie koncentracji jest w stanie przywołać konkrety. Ta niepamięć zazwyczaj ma swój cel, często chroni nas przed rozpamiętywaniem trudnych sytuacji. Niestety, one – nawet jeśli ich nie pamiętamy – mają silny wpływ na nasze życie, dlatego warto prędzej czy później do nich wrócić.

Sylwia Sitkowska – psycholog, terapeutka. Współzałożycielka Przystani Psychologicznej, Terapeutycznej Kawiarni i poradni online Przestrzeń Pomocy. Specjalizuje się w terapii krótko- i długoterminowej osób dorosłych. W pracy terapeutycznej stosuje głównie podejście poznawczo-behawioralne polecane szczególnie w pracy z osobami z zaburzeniami nastroju (np. dystymia, depresja, choroba dwubiegunowa), zaburzeniami lękowymi (np. lęki, fobie, ataki paniki) oraz różnego rodzaju zaburzeniami osobowości. Członek Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej.

Dzieciństwo do poprawki
1

Dzieciństwo do poprawki. Uwolnij się od cienia rodziców, energetycznych wampirów

Sylwia Sitkowska

39,90 zł

Kup teraz

Nie możesz powstrzymać uczuć i emocji? Koniecznie przeczytaj tę książkę i pozbądź się ciągłego stresu i wypalenia