Autor: Beata Dżumaga

Rok temu zdały maturę, pochodzą z czterech krańców Polski i spotkały się dwa razy w życiu. To jednak wystarczyło, aby założyły pierwszą w historii naszego kraju fundację działającą na rzecz zwalczania ubóstwa menstruacyjnego. Akcja Menstruacja to projekt Emilii Kaczmarek, Julii Kaffki, Magdaleny Demczak i Wiktorii Szpunar. Młode aktywistki poznały się w ramach programu rozwojowego Rebelki, realizowanego przez Fundację Zwolnieni z Teorii, którego celem jest zwiększanie kompetencji przywódczych młodych liderek społecznych. Powiedziano im: zróbcie projekt w trzy miesiące.

Emilia Kaczmarek, Akcja Menstruacja: Szukając inspiracji przeglądałam Facebooka i trafiłam na film udostępniony przez fanpage Pani Miesiączki o ubóstwie menstruacyjnym w Nowym Jorku. Bardzo mnie poruszył i od razu zadałam sobie pytanie czy ten problem występuje też w Polsce. Postanowiłam sprawdzić to w Sieci naiwnie przekonana, że znajdę mnóstwo artykułów na ten temat, dane dotyczące Polski, może nawet organizację społeczną, która się tym zajmuje. A dostałam dosłownie trzy artykuły, z których tylko jeden dotyczył Polski i to bardzo ogólnie, o osobach w kryzysie bezdomności. Czytałam zagraniczne artykuły i pomyślałam, że skoro ubóstwo menstruacyjne występuje we Francji, w Wielkiej Brytanii, w Stanach Zjednoczonych, to dlaczego miałoby go nie być w Polsce?

Podzieliłam się z dziewczynami tą refleksją i wtedy Magda przypomniała sobie, że po zrealizowaniu swojego programu, w ramach którego umieszczała w instytucjach publicznych w swoim rodzinnym mieście podpaski i tampony, zostało jej trochę środków i postanowiła je przekazać do okolicznego domu dziecka. Powiedziała, że nigdy nie widziała, żeby ktoś tak cieszył się z podpasek. To był dla niej – i dla nas też – sygnał, żeby zacząć działać.

Dziewczyny postanowiły więc zorganizować zbiórkę pieniędzy na zakup tysiąca kubeczków menstruacyjnych, które następnie zamierzały przekazać organizacjom pomagającym kobietom w różnym kryzysie.

Emilia Kaczmarek, Akcja Menstruacja: Za każdym razem gdy dzwoniłyśmy do jakiejś organizacji i pytałyśmy, czy potrzebują produktów menstruacyjnych, słyszałyśmy: “Oczywiście, że tak! Ale jesteście pierwszymi osobami, które o to pytają”. Więc nikt wcześniej nie walczył z tym problemem na szerszą skalę.

Gdy zaczęłyśmy działać, o naszej zbiórce zaczęto pisać w mediach. I wtedy podniósł się wielki krzyk, że “ubóstwo menstruacyjne nie istnieje”. Niestety nie mogłyśmy pomachać komuś danymi mówiącymi o tym, że jest inaczej, bo tych danych nie było. Jedyne czym operowałyśmy to pojedyncze historie osób, które się do nas zgłosiły i powiedziały, że rzeczywiście doświadczyły tego problemu.

Zrzutka i medialny rozgłos przerosły oczekiwania dziewczyn – udało im się zebrać więcej pieniędzy, niż zakładały. Postanowiły wykorzystać je do założenia organizacji tak, aby mogły zająć się problemem ubóstwa menstruacyjnego w Polsce na poważnie. W marcu 2020 roku Akcja Menstruacja oficjalnie stała się fundacją. Jak podejście do ich inicjatywy zmieniło się na przestrzeni minionego roku? 

Emilia Kaczmarek, Akcja Menstruacja: Kiedy zaczynałyśmy to pod każdym artykułem na temat naszej działalności pojawiało się mnóstwo komentarzy – w równym stopniu negatywnych i pozytywnych. Wiele osób cieszyło się, że wreszcie ktoś zajmuje się tematem ubóstwa menstruacyjnego. Po roku widzę, że komentarzy negatywnych, a raczej wątpiących, jest coraz mniej. Bo dla mnie jest istotna różnica między pisaniem: “Co za wymyślony problem, ubóstwo menstruacyjne nie istnieje”, a pisaniem: “Co za głupota, czy feministki nie mają się czym zajmować?”.

Ciekawe jest też to, że na początku wiele kobiet miało do nas pretensje, że zajmujemy się taką tematyką. Mówiły: “Ja używam podpasek za 2 zł, jak kogoś może na to nie stać?”. Pytały też, dlaczego mówimy publicznie o okresie? Teraz widzimy, że ludzie się już do tego przyzwyczaili, ponieważ bardzo aktywnie działamy w mediach i zależy nam, żeby się w nich pojawiać. Naszym zdaniem pierwszym krokiem do wygrania z ubóstwem menstruacyjnym jest zaakceptowanie, że ono istnieje. A jak ktoś po raz kolejny usłyszy albo przeczyta, że ten problem istnieje, to w końcu przejdzie nad tym do porządku dziennego. Poza tym w międzyczasie pojawiły się też pierwsze badania dotyczące ubóstwa menstruacyjnego w Polsce, sfinansowane przez fundację Dominiki Kulczyk, więc był to dla nas duży krok naprzód i ułatwienie.

Jak wynika z danych zebranych przez Procter and Gamble, w Polsce niemal 1 na 6 dziewcząt opuściła zajęcia lekcyjne podczas miesiączki z powodu braku dostępu do artykułów higienicznych. Dla aktywistek z Akcji Menstruacji naturalne było więc zaoferowanie pomocy uczennicom szkół i zaopatrywanie je w darmowe podpaski i tampony.

Emilia Kaczmarek, Akcja Menstruacja: Miałyśmy wejść do szkół w kwietniu 2020 roku. Planowałyśmy 3-miesięczną, testową edycję, a we wrześniu chciałyśmy ogłosić działanie na cały kraj. Liczyłyśmy na to, że do tej pory będziemy miały wszystko przećwiczone. Niestety w związku z pandemią szkoły zamknięto, więc od razu musiałyśmy zacząć działać na dużą skalę.

Teraz jesteśmy w 150 szkołach, przygotowujemy się do kolejnych 50, myślę, że do końca tego roku szkolnego dobijemy do 500. Wciąż nawiązujemy różne współprace z miastami, z młodzieżowymi radami, młodzieżowymi sejmikami wojewódzkimi itp. Tych organizacji jest sporo i szukamy miejsc, w których moglibyśmy podjąć wspólne działania, zwłaszcza że młodzież w wieku licealnym chętnie się do nas dołącza.

A jak na taką pomoc reaguje dyrekcja szkół? Okazuje się, że bywa różnie.

Emilia Kaczmarek, Akcja Menstruacja: Zazwyczaj dyrekcja widzi, że takie działanie jest potrzebne, zwłaszcza w małych miejscowościach. Często cieszy się, że uczennice będą miały wsparcie. Problemy pojawiają się w szkołach katolickich, gdzie wielu dyrektorów i dyrektorek na hasło “okres” od razu myśli “lewica”, “LGBT”, “edukacja seksualna”. Zdarzyła się sytuacja, że szkoła musiała zrezygnować ze współpracy z nami, ponieważ rodzice złożyli skargę w związku z naszym tęczowym logo i powiedzieli, że nie życzą sobie takich akcji w szkole. Więc bywa i tak.

A skoro mowa o edukacji seksualnej – zdaniem działaczek jej brak w szkołach w dużym stopniu przyczynia się do tabuizacji okresu, a także jego demonizacji.

Emilia Kaczmarek, Akcja Menstruacja: Edukacja seksualna jest bardzo szerokim pojęciem, ale zawsze wchodzi w nią też okres i uważamy, że gdyby była powszechna i dostępna w szkołach już na wczesnym etapie, jeszcze zanim dziewczynki dostają pierwszej miesiączki, byłoby im po prostu dużo łatwiej. W dalszym ciągu jest mnóstwo dziewczyn, które dostając okres nie wiedzą, co się z nimi dzieje, myślą, że umierają, albo np. przewróciły się na rowerze i doznały jakichś obrażeń wewnętrznych. Gdyby w szkole uczono o okresie normalnie, bez tabu, a nie tylko wspominano o takim “mitycznym wydarzeniu” jak pierwsza menstruacja, to okres nie byłby dla wielu dziewczyn takim trudnym przeżyciem. Bo my bardzo lubimy kreować wokół miesiączki jakąś przerażającą otoczkę, że ona jest zła, że to cierpienie, przez które każda kobieta musi przejść z wielkim trudem. A przecież gdybyśmy traktowali ją jak coś normalnego, to wielu osobom byłoby po prostu łatwiej.

Aktywistki zwracają uwagę na fakt, że mimo coraz większej debaty na temat ubóstwa menstruacyjnego wciąż niewiele osób zadaje sobie pytanie dlaczego dostęp do podpasek i tamponów powinien być bezpłatny i powszechny. Jak odpowiadają na nie one same?

Emilia Kaczmarek, Akcja Menstruacja: Według mnie środki higieny menstruacyjnej powinny być dostępne przede wszystkim dla osób uczących się, tak aby nie musiały opuszczać lekcji. Wiele dziewczyn nie jest w stanie w pełni korzystać ze swojego prawa do edukacji wyłącznie ze względu na fizjologię. To po prostu kwestia równości, bo przecież w takich sytuacjach dziewczyna musi opuścić lekcję – a chłopak nie.

Po drugie uważam, że wszystkie osoby, które teoretycznie znajdują się pod opieką państwa powinny mieć ją zapewnioną również w praktyce. To dotyczy także osób przebywających w więzieniach czy szpitalach. One również nie mają takiego dostępu do podpasek i tamponów, jaki powinny mieć.

Zdaniem młodych działaczek rok 2020 i pandemia koronawirusa dodatkowo pogłębiła te nierówności społeczne – nie tylko w kwestii ubóstwa menstruacyjnego, ale chociażby edukacji.

Emilia Kaczmarek, Akcja Menstruacja: My, dziewczyny z dużych miast, mogłyśmy siedzieć na nauczaniu zdalnym, w międzyczasie organizować akcje społeczne, miałyśmy zapewniony pewien komfort życia. Wprawdzie nie mogłyśmy np. wyjść do knajpy i spotkać się ze znajomymi, ale to tyle. Ale są też młodzi ludzie w o wiele gorszej sytuacji, których rodzice np. pracują w fabryce, są lekarzami, pielęgniarkami czy ratownikami medycznymi. Takie osoby raczej nie były w stanie skupiać się na szkole, bo myślały o tym, czy ich mama wróci zdrowa z dyżuru, albo czy fabryka taty zostanie pojutrze zamknięta. Ich komfort nauczania był zupełnie inny, dużo mniejszy. Nie wierzę, że takie osoby wyniosły coś z zajęć, bo po prostu miały ważniejsze rzeczy na głowie i uważam, że to całkowicie normalne w tej sytuacji i nie można ich za to oceniać.

Poza tym ile z takich osób miało dostęp do szybkiego Internetu, do komputera? Czy każde z, dajmy na to, trójki rodzeństwa miało swój komputer? Raczej nie, pewnie korzystali z niego na zmianę. Więc te nierówności były szczególnie widoczne na polu edukacji. Jasne stało się, że część osób jest uprzywilejowana i dzięki temu była w stanie poradzić sobie w czasie pandemii lepiej, bo po prostu miała ku temu warunki.

Rok 2020 przyniósł też wielką niepewność odnośnie tego, co będzie dalej. Ale dla nas, jako dla założycielek Akcji Menstruacji ten rok nie był aż tak tragiczny jak myślałyśmy, że będzie kiedy zamykano szkoły. Mimo bardzo wielu przeciwności i niesprzyjających warunków udało nam się osiągnąć naprawdę dużo. Chociażby pójście do banku i podpisanie umowy na założenie konta dla fundacji okazało się prawdziwą kombinacją alpejską przez wszystkie możliwe obostrzenia. Mimo to udało nam się i teraz mamy takie poczucie, że dzięki temu jesteśmy silniejsze i kiedy już wrócimy do normalnej rzeczywistości będziemy nie do zatrzymania. Przeszłyśmy przez tyle dziwnych zawirowań, że działanie w normalnych warunkach będzie dla nas całkowicie bezproblemowe.

A jak aktywistki z Akcji Menstruacji jako młode kobiety patrzą na to, co przyniosą dalsze miesiące roku 2021? 

Emilia Kaczmarczyk, Akcja Menstruacja: W Polsce nadal toczymy rozmowy na temat elementarnych praw i wciąż o nie walczymy. Myślę, że będziemy walczyć o nie dalej, bo aktualnie taki mamy klimat. Wydaje mi się, że największym wyzwaniem dla nas na rok 2021 jest wytrwałość i nie poddawanie się w tych działaniach. Kobiety w Polsce są świetnie zorganizowane i podejmują mnóstwo wspaniałych akcji. Po całym dniu pracy, po ogarnianiu domu i robieniu mnóstwa innych rzeczy znajdują w sobie jeszcze siłę, żeby działać społecznie, organizować protesty, akcje charytatywne. I to nie tylko w dużych miastach. Widzę, jak świetnie działają koła gospodyń wiejskich czy lokalne stowarzyszenia. Według mnie to wspaniałe, ale myślę, że wszystkim nam powoli kończą się zapasy energii. Więc ta wytrwałość będzie nam bardzo potrzebna, żeby po prostu się nie poddawać i działać dalej. Bo mamy rację i to, co robimy, jest słuszne. Mam nadzieję, że nie damy sobie wmówić, że jest inaczej.