Jestem posiadaczką włosów wysokoporowatych i wiem co to znaczy dokładna pielęgnacja. Wystarczy chwila nieuwagi, nieodpowiednio dobrany kosmetyk, nadmierne prostowanie, czy niesprzyjająca aura i moje włosy znów stają się suche i matowe. Z tego właśnie względu od lat przykładam ogromną uwagę do pielęgnacji moich kosmków. Wypróbowałam już wiele odżywek i masek, ale nic nie działa tak dobrze na moją fryzurę jak naturalne oleje. Jednym z tych, które idealnie chłoną moje włosy jest olej jojoba.

Olej jojoba to dla mnie mały eliksir równowagi działa subtelnie, ale konsekwentnie, przywracając pasmom życie. Dzięki temu, że jego skład jest zbliżony do naturalnego sebum, doskonale wiąże wilgoć we wnętrzu włosa, zamiast tylko tworzyć tłustą warstwę na powierzchni. Moje włosy po jego użyciu stają się sprężyste, miękkie i zauważalnie bardziej wygładzone…

Chroni końcówki przed kruszeniem, minimalizuje puszenie i sprawia, że włosy wyglądają zdrowiej nawet wówczas, gdy pogoda jest wyjątkowo kapryśna. Lubię aplikować go zarówno na wilgotne włosy po myciu, aby domknąć pielęgnację, jak i na suche końce w ciągu dnia, kiedy potrzebuję szybkiego ratunku.

Ja od lat sięgam akurat po ten marki Mokosh, ale może być to równie dobrze inna firma. Kluczem jest tu jakość.