Pandemia koronawirusa spadła na nas nieoczekiwanie. Napływające informacje z Chin, jeszcze kilka miesięcy temu, wzbudzały nasz niepokój, ale nikt nie spodziewał się, że wirus tak szybko dotrze do Europy i zupełnie zmieni nasze życie.

W obliczu tak poważnej sytuacji większość z nas musiała przełożyć lub zupełnie zrezygnować ze swoich planów. I mimo że domowa kwarantanna to czas, który możemy wykorzystać skupiając się na sobie, to czasem trudno uniknąć uczucia przytłoczenia. Pojawiające się codziennie informacje w mediach niejednokrotnie wywołują w nas stres i panikę, ponieważ nikt z nas nie wie, co będzie dalej.

Obawiamy się o zdrowie swoje i naszych najbliższych. Bardzo często pozostając z dala od rodziny i przyjaciół, nasze myśli zaczynają błądzić w stronę niepokoju i paniki.

Koronawirus: Polskie aktywistki organizują pomoc. Szyją maseczki dla służby ratunkowej

O tym, jak radzić sobie z odczuwaniem niewygodnych emocji w obliczu pandemii koronawirusa rozmawiałyśmy z Magdą Grzeszyk, która przy pomocy mediów społecznościowych odczarowuje temat stresu, pokazując, że dla wielu osób to nieodłączny element życia. Swoimi infografikami na Instagramie @streskiler wspiera tysiące osób, dostarczając inspirującej dawki psychopozytywnych treści.

Magda prowadzi także bloga o nazwie Streskiler. Pomaga tam innym radzić sobie ze stresem w codziennym życiu. Jej motywujące wpisy to nieocenione wsparcie dla osób, które na co dzień mierzą się z uczuciem niepokoju.

W tak wyjątkowym dla nas wszystkich czasie trwającej pandemii koronawirusa postanowiłyśmy zadać jej kilka pytań na temat tego, jak radzić sobie z odczuwaniem trudnych emocji.

Chciałabym, żebyś poradziła naszym czytelniczkom, co zrobić, kiedy dopada nas nagłe uczucie paniki związane z koronawirusem. Kiedy zaczynamy analizować sytuację, pojawia się mocny stres i uczucie przytłoczenia, ponieważ nie wiemy, co będzie dalej. Jak sobie z tym wszystkim radzić?

To nie jest zwykły czas. Żyjące pokolenia nigdy nie doświadczyły czegoś podobnego, dlatego to normalne, że nie wiemy, co robić. Wydaje się, że tracimy zupełnie kontrolę nad swoim życiem, wobec czego czujemy się zestresowani, przytłoczeni i zirytowani. Pierwsza rzecz, jaką moim zdaniem należy zrobić, to zaakceptować tą sytuację i pojawiające się uczucia. To normalne, że czujemy strach, smutek, rozgoryczenie, złość i rozczarowanie. Pozwólmy sobie na zauważenie i zaakceptowanie tych emocji. Uwolnijmy je, zamiast obwiniać się za to, że się pojawiły.

Gdy zjawi się uczucie paniki – głęboko oddycham (robię 10 głębokich wdechów), a następnie stosuję medytację lub moją ulubioną technikę uziemiającą, która polega na tym, że siedząc na krześle wyobrażam sobie, że jestem drzewem i zapuszczam korzenie. Wizualizuję jak od moich stóp w dół aż do ziemi rozrastają się kłącza.

Zamiast tej techniki można wypróbować także ćwiczenie 5-1. Polega na tym, by wymienić 5 rzeczy, które mogę zobaczyć, 4 rzeczy, które mogę usłyszeć, 3 rzeczy, które mogę dotknąć, 2 rzeczy, których zapach mogę poczuć i 1 rzecz, którą mogę posmakować. Jest jeszcze wiele technik na uspokojenie, np. body-scaning, „strząsanie stresu”, mocne przytulenie się, praktyka wdzięczności i uważności. Każdy może wybrać tę najlepszą dla siebie.

Jakie techniki odstresowujące polecasz w szczególności? Co warto robić dla siebie, by odeprzeć czarne chmury, które zaczynają pojawiać się w naszej głowie?

Zawsze i wszędzie polecam medytację i jej córkę – mindfulness. Ja praktykuję medytację oddechu. Polega na skupianiu uwagi na oddechu i obserwowaniu wszystkich pojawiających się myśli. Przed zaśnięciem siadam na łóżku i zaczynam głęboko oddychać wydymając mocno brzuch – jak balon. Robię około 10 naprawdę głębokich oddechów (to równoważy energię w ciele), a następnie powracam do normalnych oddechów i zaczynam obserwować wszystkie myśli. Zasada jest taka, żeby im się przyglądać, nie skupiać się na nich, a więc patrzeć jak przychodzą i odchodzą – jak przepływające na niebie chmury.

Szczególnie polecam także jogę, ponieważ dla mnie jest swoistym rodzajem medytacji. Jej praktyka relaksuje zarówno ciało, ponieważ reguluje wszystkie jego systemy, jak i umysł, bo wymaga skupienia i samodyscypliny (tu liczy się dokładne wykonywanie ćwiczeń).  Jak w przypadku medytacji, rodzajów jogi jest wiele i każdy może wybrać ten doskonały dla siebie.

„Widzialna ręka”: społeczna akcja, która jednoczy Polaków w obliczu koronawirusa

Wiele osób stawia sobie bardzo wysokie cele podczas kwarantanny – nauka nowego języka, wyrzeźbienie sylwetki, stworzenie nowego pomysłu na siebie. Na ile takie założenia są w porządku? Czy czasem może być tak, że samorealizacja przemienia się w presję, którą same na siebie nakładamy?

Każdy z nas jest inny i każdy próbuje sobie radzić z tą sytuacją najlepiej, jak potrafi. Pamiętajmy, że siedzenie w domu to nie konkurs produktywności. Jedni odkurzą cały dom, inni skupią się na treningu, ale my zawsze musimy słuchać SWOICH potrzeb. Dla niektórych nauka nowego języka w sytuacji globalnej kwarantanny jest kluczem do szczęścia, ale jeśli ja nie czuję się na siłach, żeby to robić i chcę odpocząć, to też jest w porządku.

Wiem, że Internet i media społecznościowe powodują, że bezmyślnie porównujemy się z innymi, a później – czujemy się źle, czujemy się mało produktywni i leniwi. Weźmy pod uwagę, że być może to jest ten czas, aby odpocząć… lub, by zacząć robić to, na co MY mamy ochotę. Na co masz ochotę? Czego tak naprawdę potrzebujesz? Zastanów się nad tym. Wydaje mi się, że wiele osób ma problem z określeniem swoich potrzeb. Podkreślam swoich. To jest bardzo ważne, żeby się tego nauczyć, ponieważ ułatwia nam to życie w wielu aspektach.

Kiedyś codziennie zajadałam stres i smutek. Jedzenie było moją chwilową nagrodą, łatwo dostępną formą gratyfikacji, ale tak naprawdę nie tego potrzebowałam. Potrzebowałam się wypłakać, wyżalić, znaleźć jądro problemu i zmienić coś w moim życiu. Nie potrzebowałam jedzenia, bo nie jadłam z głodu. Jadłam, bo nie wiedziałam, jakie są moje potrzeby. W momencie, gdy nauczyłam się zauważać emocje, okazało się, że łatwiej jest mi je nazwać i określić. A skoro je określiłam, przeanalizuję problem (dlaczego powstały), zauważę swoje potrzeby i zastanowię się, jak je zaspokoić. Dzięki temu wiem, co tak naprawdę chcę robić, a nie to, co wydaje mi się, że chcę po 30 minutach scrollowania Facebooka.