Blogerka urodowa Ruth Lee miała być kolejną fit mamą szybko powracającą do przedciążowej formy. Nie ukrywa, że w czasie ciąży z zazdrością patrzyła na świeżo upieczone instamamy, które zaledwie kilka tygodni po urodzeniu dziecka mogą cieszyć się idealną figurą. Blogerka także liczyła na to, że i jej będzie pisany taki scenariusz.

Miałam 25 lat, gdy urodziłam. Byłam zdrowa. Byłam młoda. Byłam aktywna przez cała ciążę. Brałam najlepsze środki dla kobiet w ciąży, chodziłam na siłownię, skorzystałam ze wszystkich sposobów na rozstępy. Spędzałam godziny w szkole rodzenia, czytałam książki o ciąży i nastawiałam się na naturalny poród całą ciążę. – napisała pod jednym ze zdjęć na swoim Instagramie.

style="overflow:hidden;">Jak się szybko okazało, jej przekaz dotarł do naprawdę sporej grupy kobiet na całym świecie… Nie bez znaczenia okazało się także samo zdjęcie, które opatrzyła tym opisem.

I tak skończyłam z traumatycznym porodem, cesarskim cięciem, bliznami, rozstępami i niestety bez możliwości długiego karmienia piersią. – kontynuowała w opisie.

style="overflow:hidden;">Fotka przedstawiała rozległą bliznę po wykonanym cesarskim cięciu. Nie da się ukryć – zarówno sporządzony przez blogerkę komentarz, jak i dokumentujące go zdjęcie wywarły ogromne wrażenie na fankach Ruth.

ZOBACZ TEŻ: Alexa Jean Brown miała być kolejną fit mamą bez pociążowego brzuszka, ALE…

Blogerce zależało na autentyczności. Chciała uświadomić kobietom, że bez względu na to, na co się nastawiają i czy wierzą instagramowym fitmamom, rzeczywistość może okazać się i najczęściej jest zupełnie inna.

To już kolejna osoba pracująca nad odkłamywaniem instagramowych złudzeń serwowanych kobietom przez sporą część blogerek zajmujących się m.in. modą, urodą, fitnessem. Ruth udało się to całkowicie.

I’m posting this tonight with tears in my eyes. I can’t help it. The pregnancy and birth of my little girl was the most amazing thing I’ve ever been a part of. Some people don’t want kids, and I respect that. Really, I do. But for me, You see, I always have. When it finally happened though, it was so hard to fully comprehend. Pregnancy and babies, I mean that’s common. It’s everywhere. But when it’s YOUR body and YOUR baby, it’s so different. You literally feel like it’s a miracle. Because, when it happens to you, it is. What brings me to Instagram tonight, is the post-baby. I followed SO many pregnant models during my pregnancy. And when they photographed themselves pool-side 5 minutes postpartum, I thought, „wow! I hope that happens to me!” I was 25 when I gave birth. I was healthy. I was young. I stayed active during my pregnancy. I took the best prenatals, went to the gym, used every kind of stretch mark prevention you could think of. I took hours of birthing classes, read every book under the sun, and studied natural childbirth my whole pregnancy. I STILL ended up with a traumatic labor, cesarean section, scars, stretch marks, and unfortunately the inability to breastfeed long term. I took this picture a few days after I gave birth, when my PPD really first reared its head into my life. I took this and actually was horrified. I couldn’t believe it was me. I’m sharing it because I know in my heart that there are people out there that struggle with inadequacy. That might think they are not beautiful, that they might be ruined, less worthy, or not good enough. Yours might not actually be physical scars, but maybe, a failed relationship, a difficulty in your career, a mental struggle, money issues, or just feeling lost in life. Be kind to yourself. And know that you are not alone. Comparison is the thief of joy. Don’t let social media taint your view of what is beautiful, what is REAL. And above all, know that if you are struggling, I am here. I have an open inbox or (if you actually know me) an open door. #stopcensoringmotherhood #nofilter

Post udostępniony przez Ruth Lee (@baybayruth)

You guys must be thinking I’m crazy to post these, ammmmmiright? Society will look at the first picture (2 days Postpartum) and be offended. Cankles. Messy hair. No make up. A DIAPER, for goodness sake. (We ogle and thrive off of the images of women looking like beautiful unicorn fairy models after birthing humans. 🙄 whyyyyyy.) Not my usual look. But guess what? I made my husband take that picture because it was REAL. I felt victorious. I was probably in my weakest condition ever ever ever, yet I felt so strong. Society will look at the second picture (8 weeks Postpartum) and be offended. Omg stretch marks are you serious?! How embarrassing. 😑 (zoom in, I dare you!) I am so sick of people acting like stretch marks don’t happen. Yes, some of you amazing ladies have been kissed by the angel of luck and managed to birth a watermelon without so much as a whisper of an imperfection, but I am not one of you. And most women aren’t. Yet, it’s so rare to see evidence that stretch marks exist. It’s so rare, in fact, that we are forced to view them as ugly or uncommon. 😩Let’s change that. I find them so bad ass and beautiful. Pregnancy and motherhood are no joke. We earned these. ⚡️ I’m grateful, so so so grateful for this body of mine, saggy skin and stretchmarks included. I can’t wait for Presley to get older and for me to show those stripes off to her. (& tell her that I have them from growing her beautiful little soul inside me.) 🐯🐯🐯🐯🐯 I LOVE MY MOM BOD! #takingbackpostpartum #8weekspostpartum #fourthtrimester #babymomma #tigerstripes

Post udostępniony przez Ruth Lee (@baybayruth)

Reviewing my brand new #zalahairextensions on the blog, babies. ❤️❤️❤️ (link in bio)

Post udostępniony przez Ruth Lee (@baybayruth)