Sesja jak sesja, ale tutaj o retusz aż się prosiło.

A może nie?

Może to byłaby chodząca przestroga dla tych, którzy chcieliby wzorować się na jakże pokręconym życiu piosenkarki?

Tak czy inaczej graficy się spisali. Zostawiając niemal nietknięte „gniazdo” piosenkarki zmiętoloną na co dzień buzię wypchali jej tak fantastycznie, że można pokusić się o stwierdzenie: „Jaka ta Amy tutaj urocza…”. No właśnie – tutaj. I tylko tutaj.

Oto Winehouse dla V Magazine:

&nbsp
amy winehouse

amy winehouse

amy winehouse