Piegi to obecnie jeden z pożądanych atrybutów urody. Stały się synonimem piękna, naturalności i zdrowej skóry. Swoją rolę odegrała tu także Meghan Markle i jej delikatny, ślubny makijaż, którym zachwycali się wizażyści na całym świecie, a wiele dziewczyn zaczęło dorysowywać piegi, włączając ten element do codziennego makijażu.

Nie zawsze jednak piegi pojawiające się na twarzy były przyjmowane z tak wielkim entuzjazmem. Jeszcze w latach 20. Kobiety robiły wszystko, by ich uniknąć. Podobnie podchodzono do opalenizny, która uznawana była za mało atrakcyjny element wyglądu.

Piękno z przeszłości: jak kobiety w latach 20. radziły sobie bez kremów z filtrem przeciwsłonecznym

Kobiety próbowały więc różnych metod, by ochronić skórę przed słońcem – nakładały peleryny lub  specjalne maski na twarz z wycięciem na oczy, nos i usta. Ich zadaniem było zabezpieczenie skóry twarzy bez słońcem i piegami.

Oprócz tak oryginalnych pomysłów, stosowano również maść Freckle Remover. Kosmetyk zawierał w sobie niebezpieczny poziom rtęci. A sami producenci reklamowali go w następujący sposób: Twoje piegi rujnują Twój wygląd.

Ochrona przed promieniami słonecznymi. W latach 40. kobiety miały na to oryginalny sposób

Krem miał rozjaśnić skórę i pozbyć się piegów i przebarwień słonecznych, jednak cena jaką kobiety musiały zapłacić za to, by dopasować się do ogólnie przyjętego kanonu piękna była wysoka.

Używanie rtęci w kosmetykach ma poważne konsekwencje dla zdrowia – może powodować wysypkę, swędzenie i podrażnienie skóry. Rtęć nazywana „metalem śmierci” może doprowadzić także do zaburzeń wzroku i uszkodzenia układu nerwowego.