źródło: youtube.com/@KozaczekTV
Filip Chajzer wspomina krytyczny moment. „Jeśli tu zostałem, to po coś”
Są takie chwile, które dzielą życie na „przed” i „po”. Dla Filipa Chajzera takim momentem była osobista tragedia, która wydarzyła się w 2015 r. Teraz w szczerej rozmowie z Wiktorem Słojkowskim ujawnia z czym musiał się zmagać po utracie synka. „Walka o życie, czyli ucieczka w coś…”.
Filip Chajzer to popularny dziennikarz i prezenter telewizyjny pochodzący z Warszawy. Swoją przygodę z mediami rozpoczął od pracy w takich redakcjach jak: „Życie Warszawy”, „Super Express”, czy „Newsweek”. Prawdziwy przełom w jego karierze nastąpił jednak w 2011 r.- to właśnie wtedy Chajzer został reporterem w programie śniadaniowym „Dzień dobry TVN”. Inteligencja, profesjonalizm i poczucie humoru Filipa sprawiły, że szybko zaskarbił sobie sympatię widzów. W 2013 r. otrzymał nawet nagrodę MediaTora, przyznawaną przez studentów dziennikarstwa z 13 uczelni państwowych z całej Polski. Później jego kariera zaczęła rozwijać się w szybkim tempie. Po kilku latach pracy jako reporter Filip Chajzer dołączył do ekipy prowadzący program „Dzień dobry TVN”. Co więcej miał też okazję pracować przy takich produkcjach jak: „Mali giganci”, „Hipnoza”, czy „Big Brother Nocą”.
Filip Chajzer wraca pamięcią do trudnych wydarzeń. „Jeśli tu zostałem, to po coś”
Pomimo tego, że Filip Chajzer ma na swoim koncie wiele sukcesów na polu zawodowym to jego życie prywatne nie było usłane różami…Popularny dziennikarz doświadczył wielu krytycznych sytuacji, które wpłynęły na to, jak dziś podchodzi do codzienności. Jednym z najbardziej bolesnych momentów była tragedia z 2015 r., kiedy w wypadku samochodowym zginął jego kilkuletni syn. To doświadczenie na zawsze odcisnęło piętno na jego życiu i stało się początkiem trudnej, wewnętrznej walki.
W rozmowie z Wiktorem Słojkowskim w podcaście Kozaczek.pl popularny prezent wyjawił, co działo się z nim po tej tragedii. Przyznał, że próbował radzić sobie z bólem, rzucając się w wir pracy. Choć początkowo dawało mu to poczucie kontroli i pozwalało na chwilę zapomnieć, z czasem okazało się niewystarczające. Emocje, które były tłumione, zaczęły wracać ze zdwojoną siłą, ujawniając pęknięcia w budowanej przez lata „zbroi”. W swojej nadchodzącej książce dzieli się refleksją na temat mechanizmów, które mogą dotknąć każdego – niezależnie od skali przeżyć.
To jest też mechanizm, który jest osią tej książki i teraz znowu nie trzeba stracić syna albo córki, żeby w to wpaść. Każdy może mieć swoją historię. Natomiast ja tu jasno i konkretnie opisuję mechanizm, w którym ta, nie wiem, czy to jest żałoba. Żałoba łamane na depresja. Walka o życie, czyli ucieczka w coś (…). Ja uciekłem w pracę. Tylko tej ucieczki starczyło na parę lat i w końcu w tym obudowanym pancerzu pojawiają się dziury i ta substancja nagle, tak jak ci powiedziałem, w odpowiednim miejscu i czasie wpadła w taką, a nie inną dziurę
– zdradził Filip Chajzer.
Jakby tego było mało popularny dziennikarz musiał jeszcze mierzyć się z oceną innych ludzi. Zamiast wsparcia spotkał się z falą okrutnych i bezdusznych wiadomości, które dodatkowo pogłębiały traumę. Mimo nie pozwolił, aby te przykre doświadczenia odebrały mu wiarę w ludzkość. Dziś patrzy na swoje życie przez pryzmat przełomu, który – jak sam mówi – sprawił, że poczuł się, jakby narodził się na nowo.
Wydaje mi się, że tego dnia to jest taki dosyć mocny punkt zwrotny tej książki, w którym urodziłem się jeszcze raz. To znaczy ja świętuję podwójne urodziny. Moje normalne urodziny są w listopadzie, a te drugie kilka miesięcy później, niewiele później. To wydaje mi się, że od tych drugich urodzin coś się we mnie zmieniło, coś przeskoczyło i to nie jest kwestia, czy ja lubię, nie lubię. Wydaje mi się, że jeśli tu zostałem, to po coś. Tak to czuję
– wyznał Filip Chajzer.
Jak uspokoić układ nerwowy? Oto 5 sprawdzonych sposobów