„365 dni: Ten dzień” to kontynuacja cyklu powieściowego („365 dni”) autorstwa Blanki Lipińskiej, której adaptacja miała premierę pod koniec kwietnia na platformie Netflix. Od tamtego czasu produkcja znalazła się w ogniu krytyki, a film nie doczekał się jeszcze pozytywnej recenzji.

Co prawda „365 dni: Ten dzień” bije rekordy popularności i jest jednym z najchętniej oglądanych w ponad 70 krajach, jednak w oczach krytyków nie znalazł uznania.

Dziewczyna z ekstremalnie szczupłą talią podbija Internet. Można objąć ją dłonią!

„365 dni: Ten dzień” pod ostrzałem krytyków. Produkcja Blanki Lipińskiej zmiażdżona

Już pierwsza część historii Laury i Massimo cieszyła się ogromną popularnością, jednak sequel ekranizacji bestsellerowej powieści Blanki Lipińskiej poza rekordami w kinach pozostawił wiele do życzenia.

Krytycy nie szczędzili gorzkich słów. Pierwsza część historii, w której włoski mafiozo Massimo porywa Laurę i ukrywa ją przez 365 dni, dając jej czas na… pokochanie go, ostatecznie kończy się ich… małżeństwem. Tak naprawdę druga część nie różni się niczym więcej, poza tym, że główni bohaterowie uprawiają więcej seksu.

„365 dni: Ten dzień” podobnie jak pierwsza produkcja Lipińskiej spotkała się z gorzką recenzją portalu „Rotten Tomatoes”. Film w reżyserii Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa otrzymał 0 proc. Podobnie było w przypadku „365 dni”. Nieco przychylniej podeszli widzowie, którzy przyznali 19 proc.

„365 dni: Ten dzień” z rekordową widownią

„365 dni: Ten dzień” stał się prawdziwym hitem Netflixa. Film jest najchętniej oglądanym w 70 krajach. Na liście znalazły się takie państwa jak: Polska, Wielka Brytania, Australia, Brazylia, Argentyna, Turcja, Tajwan, Urugwaj czy Tajlandia. Mimo tak licznej widowni produkcja nie spotkała się jeszcze z pozytywną recenzją.

„IndieWire” pisze o kiepskim aktorstwie i nudnej jak papier fabule. Podobnie jak pierwsza część, tak i „365 dni: Ten dzień” oferuje oszałamiającą liczbę scen seksu, nawet jeśli wiele z nich jest zdecydowanie nieseksownych – czytamy. „IndieWire” ostatecznie ocenia produkcję jako “równie śmieszną co nudną”.