Wasze kosmetyczki: Kasia, 21 lat

przejdź do komentarzy
kosmetyki kosmetyki/Zeberka.pl

Studencka kosmetyczka.

Od redakcji: jeśli chcecie pochwalić się zawartością Waszych kosmetyczek, chętnie opublikujemy wszystkie maile. Opisy wartych uwagi kosmetyków (maks. 20) wraz z wyraźnymi zdjęciami bez dodanych numerów przysyłajcie na adres admin(małpa)zeberka.pl.

Pora na kosmetyczkę Kasi:

Otwieram przed Wami czeluść mojej studenckiej kosmetyczki. Nie mogłam pokazać wszystkiego, więc ograniczyłam się do swoich absolutnie ulubionych pozycji. Pominęłam też te, które już były publikowane, dlatego nie ma tutaj np. kosmetyków do demakijażu, pielęgnacji cery czy włosów - nie chciałam się powtarzać z tymi samymi kosmetykami. :)

Kasia




Inglot, nr 318 – nigdy nie byłam fanką tęczowych lakierów do paznokci ale ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. Ma złote drobinki które ładnie odbijają światło.

Astor, Quick’n’Go, 343 – mój ulubiony odcień, w rzeczywistości minimalnie ciemniejszy niż na zdjęciu. Świetnie trzyma się na paznokciach, mogę w nim spokojnie zmywać itd. nie bojąc się, że za chwile będę miała paznokcie pomalowane tylko do połowy.

Manhattan, Lotus Effect, 45Q – po prostu czerwony lakier, najbardziej klasyczny obok francuskiego manicure.

Manhattan, Lotus Effect, 53R – świetna jakość! Żeby otrzymać efekt pełnego krycia bez prześwitywania trzeba pomalować 2 razy ale naprawdę dłuugo się trzyma. Odcień pastelowy świetny na co dzień.



Nivea, Summer Beauty – balsam z samoopalaczem i środkiem spowalniającym odrost włosków. Ja wybrałam do cery jasnej ale są różne warianty. Opala naprawdę delikatnie, nie trzeba się martwić o plamy na ciele ;) Właściwie jego przeznaczeniem są nogi ale spokojnie można go też używać na resztę ciała. Jak to jest z tym odrastaniem włosków – trudno mi powiedzieć, żeby to stwierdzić musiałabym używać go często i regularnie a ja korzystam raz na jakiś czas.

Beauty Milky, jogurtowy mus – cudo. Mam całą serię, balsam świetnie się wchłania, ma leciutką konsystencję więc nie zostawia tłustego filmu. Ulotka głosi że ma zapach białej czekolady, jak dla mnie biała czekolada pachnie trochę inaczej, ale tak czy inaczej zapach jest bardzo przyjemny – słodki. Bardzo słodki.

Wellaflex, pianka do włosów – nie używam odżywek bo zbyt przetłuszczają mi włosy, tylko pianki i jedwab. Do tej nie mam zastrzeżeń, wydajna i niedroga.

Nivea Visage, tonik matujący – używam go od dawna, przyjemnie odświeża cerę, ale z tym efektem matowienia to tak średnio. Może znacie coś lepszego?

L’Oreal, krem HappyDerm – wchłania się dosłownie w ciągu sekundy, nie zostawia efektu tłustej maski, do tego przyjemnie pachnie i ma morelowy kolor - to mój ulubiony krem.



Ingrid, Eyeliner – nie jest podstawą mojego makijażu, używam go raczej na wieczór. Wybrałam odcień grafitowy z połyskiem. Nie mam dużej wprawy w malowaniu kresek ale ten mimo że ma pędzelek a nie pisak, jest dość wygodny i nie sprawia trudności nawet laikowi.

Max Factor, False Lash Effect – wypróbowałam już masę tuszów, ten jest jak na razie najlepszy. Wprawdzie nie należy do najtańszych, ale warto w niego zainwestować. Efektem sztucznych niż bym raczej nie nazwała tego co robi, ale bardzo ładnie modeluje oko, rozdziela rzęsy, nie skleja i precyzyjnie maluje wszystkie rzęsy.

Dream Matte Mousse – właściwie odkąd tylko zaczęłam używać podkładu, używam tego jednego, jestem z niego bardzo zadowolona. Jest leciutki, stapia się ze skórą i nawet jeśli użyję go za dużo nie jest to widoczne. Oprócz tego słoiczek daje gwarancję że wykorzystam go całego.

Avon, róż do policzków – nie przepadam za kosmetykami z katalogów, na ten namówiła mnie koleżanka i to był trafiony zakup. Odcienie miesza się za pomocą pędzla, ja rezygnuję z 2 ostatnich bo są zbyt ciemne dla mojej bladej skóry. To czy wygląda naturalnie zależy już raczej od umiejętności nakładającej a nie od samego różu, ale ten się świetnie sprawuje i ma fajne opakowanie.

Astor, Anti Shine, puder matujący – to kolejny kosmetyk któremu jestem wierna od początku. Wydajny, ładnie matuje – brak zastrzeżeń.

Maybelline, szminka Watershine, 111  - nie używam jej nawet jako szminki, raczej jako balsam, dobrze nawilża, delikatnie koloryzuje, rozświetla usta – nie tak jak błyszczyk, efekt jest znacznie mniej spektakularny ale to jej urok (a może to Maybelline? ;)).

Miss Sporty, Fabulous Sorbet, 003 Poppy – jestem wielką fanką wszelakich balsamów do ust i błyszczyków, nie umiałabym wybrać ulubionego więc prezentuje ten, który pierwszy wpadł mi w rękę. Na naprawdę śliczny zapach! Nadaje delikatny kolor i mocno się błyszczy. Gorzej z utrzymaniem tego efektu na dłużej, ale wiadomo, że każdy błyszczyk się dosyć szybko po prostu „zjada” (przynajmniej ja tak mam) więc to nie jest jakaś wyjątkowo dyskwalifikująca wada.



Baby Doll, Yves Saint Laurent – mój ukochany zapach! Mam wiele perfum, jestem koneserką ale ten to zdecydowanie mój numer 1. Jest delikatny, dosyć słodki ale nie nachalny, długo się utrzymuje, nawet jeśli nie na skórze to ubrania pachną nawet kilka dni. Pokazany flakonik pochodzi z edycji limitowanej i jest wzbogacony o drobinki brokatu.

XX by MEXX, Wild – znacznie ostrzejszy niż poprzedni ale mimo to dziewczęcy, choć dla niektórych pewnie zbyt mdły. Jak dla mnie - opcja wieczorowa.

Dezodorant Dove, Go fresh, grejpfrut i trawa cytrynowa – uwielbiam serię Go fresh, także linię ogórkową. Obie nuty zapachowe są świeże, nie dają efektu „duszenia” się. A dezodorant sam w sobie – skuteczny.
 
 

Polecane wideo


Skomentuj Staraj się pisać bez błędów

dodasz komentarz jako gość - jeżeli chcesz zarejestrować nicka - załóż konto z avatarami!

Jeszcze nikt tego nie skomentował. Bądź pierwsza!