Wasze kosmetyczki: Ala, 26 lat

przejdź do komentarzy
kosmetyki kosmetyki/zeberka.pl

Fanka kosmetyków azjatyckich.

Od redakcji: Dziękujemy za każdą nadesłaną kosmetyczkę!

Jeśli chcecie, by i Wasza kosmetyczka została zaprezentowana na Zeberce, przyślijcie jej opis (wybierając maksymalnie 20 kosmetyków) oraz zdjęcia na adres admin(małpa)zeberka.pl.

Ważne: nie dodawajcie samodzielnie numerków w programach graficznych!

Pisząc prosimy, byście używały polskich znaków (ą, ę, ż...).

Kosmetyczki nie spełniające warunków nie będą publikowane!


Mam na imię Ala, mam 26 lat. Moja cera odkąd pamiętam jest mieszana – tłusta w strefie T, sucha (acz nie przesuszona) na polikach. Zmagam się tez niestety z zaskórnikami.

Parę lat temu zaczęłam interesować się azjatyckim przemysłem kosmetycznym, odkryłam eBay i kosmetyki dostępne tylko na wschodniej półkuli. I wtedy właśnie zaczęła się moja miłość do wszystkiego, co japońskie/koreańskie. W tej chwili przechodzę okres fascynacji bb kremami i wszystkim, co obiecuje usunąć zaskórniki z mojego nosa. Prezentowana moja kosmetyczka to kilkanaście kosmetyków, którym jestem wierna od lat (Meteoryty, filtr Bioderma czy lakiery Chanel) jak i odkrycia ostatnich miesięcy (bb kremy, specyfiki do walki z zaskórnikami, produkty do stylizacji włosów). Nie ma u mnie kremu codziennego (który zmieniam co jakiś czas, ten, którego aktualnie używam nie jest wart opisania) czy takich prozaicznych rzeczy jak płyn do demakijażu czy płyn micelarny. Są za to rzeczy, które śmiało polecam bo ich działanie sprawdziłam na własnej, dość wybrednej skórze.




1. Serum migdałowe Biochemia Urody

Serum to jest kosmetykiem idealnym. Przetestowałam już bardzo dużo aptecznych kosmetyków z kwasami, jednak dopiero to niepozorne serum rozwiązało mój największy problem, czyli zaskórniki. Serum to zawiera kwas AHA, który nie podrażnia, działa odkażająco i antybakteryjnie a także złuszcza wierzchnie warstwy skóry.

Używam tego kosmetyku od listopada zeszłego roku, raz w tygodniu. Na początku dość silnie się łuszczyłam ale na tym to najmniej lubiane działanie kwasów się u mnie skończyło. Spodziewałam się paskudnego wysypu, jednak nic takiego się u mnie nie pojawiło a z każdym tygodniem stan mojej skóry poprawiał się.

Teraz używam serum miejscowo i raz w miesiącu na całą twarz. To mi wystarcza – niespodzianek pojawia się mniej, a jak już są to szybko się goją i nie zostawiają blizn. Świetny kosmetyk za niewielkie pieniądze.

cena 28,50/40ml (do kupienia na stronie Biochemia Urody)

2. Tonik z kwasem PHA % Biochemia Urody

Tonik ten to wspaniałe uzupełnienie kuracji serum migdałowym. Stosujgo ę codziennie (zazwyczaj rano, dzienny krem nawilżający świetnie na nim leży – tonik ma fajne działanie liftingujące, dzięki czemu skóra wygląda rewelacyjnie przez cały dzień), jako kurację podtrzymującą efekty, które dało mi serum migdałowe. Ogromną zaletą tego toniku jest na pewno to, że nie powoduje łuszczenia i nie trzeba stosować rygorystycznej ochrony przeciwsłonecznej. Jest więc on doskonałym rozwiązaniem dla osób, które latem niekoniecznie dbają o ochronę przed spf .

cena: 18,50/100g

3. filtry:

a) Photoderm AKN Mat spf40 Bioderma

Matujący krem z filtrem. Zużywam już któreś z kolei opakowanie i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie bieli, matuje tam gdzie trzeba i chroni. Jest wodnisty ale dzięki temu nie jest tępy w rozprowadzaniu się. Jego wielką zaletą jest to, że wchłania się bardzo szybko i praktycznie do matu. Nie jest to krem z rodzaju tłustych, maślanych, ciężkich kremideł – praktycznie zaraz po nałożeniu kremu można robić makijaż.

cena: około 50 złotych/40ml

b) Holika Holika Make Up Magic Sun Cream SPF45/PA++

Połączenie filtra z bazą pod makijaż – genialna sprawa. Filtr ten ma konsystencję typowej bazy pod makijaż. Wchłania się błyskawicznie, nie bieli, rozświetla skórę i z powodzeniem można go stosować solo.

Kosmetyk ten jest zupełnie inny od filtrów, których używałam do tej pory. Podsumowanie wychodzi na plus dla koreańskiego cuda, bardziej komfortowego w używaniu filtra nie miałam nigdy. Szybkość ‘działania’ kosmetyków jest dla mnie bardzo ważna – nie wstaję trzy godziny przed wyjściem do pracy, moja poranna toaleta z makijażem zajmuje mi góra 20 minut więc szybko wchłaniający się filtr, który w dodatku jest bazą pod makijaż to mój kosmetyk numer jeden.
Polecam ten filtr z czystym sumieniem, bo kto go użyje ten się z miejsca zakocha.

cena: $15/50ml

4. BB Boomer Missha

Boomer to kosmetyk, który ma wzmóc działanie bb kremów (w zamyśle kremów Missha, ale u mnie sprawdza się pod każdym innym). Baza ta ma biały kolor z różową poświatą. Ma w sobie także dyskretne rozświetlające drobinki. Fajny ale chyba dość zbędny kosmetyk. Kremy leżą na nim fantastycznie, efekt krycia jest nieco wzmocniony ale innych zbawiennych skutków nie zauważyłam. Na plus na pewno to, że można boomera używać solo. Kiedy stosuję BB Boomer z kremem Missha Vita Moisture rezygnuję z nawilżającego kremu na dzień – te dwa kosmetyki zapewniają mojej skórze optymalny poziom nawilżenia.

cena: około $15/40ml



5. Orgasm/Laguna NARS

To jest duet, z którym się nie rozstaję. Orgasm to ciepły, delikatnie łososiowy róż ze złotymi drobinkami a Laguna mocno opalony brąz ze złotą poświatą. Orgasmu używam przez cały rok, nie mam innego różu. Kosmetyk ten świetnie ożywia moją twarz. Laguny używam tylko latem, gdy złapię już trochę koloru.

W kosmetykach NARS uwielbiam to, że są trwałe. Nie znikają ze skóry w ciągu dnia, co jest dla mnie ważne bo po prostu nie mam czasu na poprawki. Kiedy nakładam róż rano to chcę, by był na moich policzkach przynajmniej do godzin popołudniowych. I Orgasm spełnia moje wymagania.

cena: około 150 złotych/10g

6. Meteorites Guerlain

Kultowy puder uszlachetniający. Mam kilka wersji, jednak moimi ulubionymi są Absolute White i Imperiales. Żaden wariant kulek nie daje na mnie wyraźnego koloru, ale bardzo lubię efekt wygładzenia skóry, który jest po ich użyciu widoczny.

cena: około 200zł/33g

7. SkinFood Peach Sake Silky Finish Powder

Bardzo drobno zmielony biały puder, który dostosowuje się do koloru skóry. Odkryty przypadkiem – kupiłam go w zestawie z bb kremem. I z miejsca się w nim zakochałam. Wszystkie inne pudry poszły w kąt (za wyjątkiem Meteorites). Bo to jest puder wszystkorobiący: matuje, wygładza, rozświetla i upiększa. Fenomenalnie leży na bb kremach, na zwykłych podkładach czy na samym filtrze. Świetnie leżą na nim róż i brązer. Zaznaczę tez może, że nie jest to puder matujący w wydaniu europejskim (płaski, martwy mat). Ten kosmetyk matuje ale nazwałabym to matem satynowym. Twarz ma taki delikatny połysk (ale nie błysk!) i jest niesamowicie gładka i śliska w dotyku. Nie ma też efektu ‘obsypania mąką’ (tak miałam przy pudrze bambusowym z BU, bez względu w jakiej ilości był używany efekt zawsze ten sam – jakby kilogramowe opakowanie mąki wybuchło mi prosto na twarz). Wygodne opakowanie a la Meteoryty, z sitkiem i zabezpieczającym puszkiem.

cena: $15/15g

8. Salmon Dark Circles Concealer SkinFood

Korektor idealny. Nie mam problemów z ciemnymi podkówkami pod oczami, jednak po nieprzespanej nocy ciemniejsza skóra pod oczami mocno się odznacza. Ten korektor idealnie zakrywa cienie, nie wchodzi w zmarszczki, nie wałkuje się w ciągu dnia i nie znika ze skóry. Kolor ma śmieszny – na początku trochę się go przestraszyłam, bo wydawało mi się, że będzie dla mnie zbyt pomarańczowy. Jednak na twarzy (bo ja stosuję go także na inne miejsca, nie tylko pod oczy) wtapia się w cerę jak kameleon. Ma ogromną pojemność (10g), kremową konsystencję i niską cenę.
Mam wersję jaśniejszą, Blooming.

cena: $13/10g



9. Lakiery do paznokci Essie, OPI i Chanel

Tego lata zakochałam się w lakierach Essie – letnie kolekcje mnie zachwyciły i chociaż kolory lakierów są mocne, wyraziste i, można powiedzieć, że nawet krzykliwe – kupiłam wszystkie. I to był strzał w dziesiątkę! Lakiery z kolekcji Summer i Resort 2011 są żywe, letnie, nie wpasowują się w sztywne ramy dress code’u, ale ja na szczęście lato mam wolne i mogę szaleć, na każdy dzień inny kolor. Na zdjęciu są jeszcze dwa lakiery z kolekcji Wedding 2011 – równie udane chociaż mało ślubne – może dlatego tak bardzo mi się spodobały?

Jeśli o same lakiery chodzi – są świetne. To moje pierwsze doświadczenia z Essie i muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona. Świetna jakość za przystępną cenę. Swoje lakiery zamówiłam na eBayu. W tej chwili z niecierpliwością czekam na jesienną kolekcję Essie, której pierwsze swatche zaczynają pojawiać się w sieci.

Przed lakierami Essie używałam (i nadal będę używać) lakierów Chanel w kolorach Particuliere, Paradoxal i Rose Confidentiel. Uwielbiam lakiery Chanel za trwałość, łatwość malowania, krycie i to, że nie potrzebują żadnych baz i lakierów nawierzchniowych.
OPI to już lakierowa pierwsza klasa, od kilku dni mam u siebie prawdziwy klejnot czyli DS Extravagance i praktycznie nie maluję paznokci innymi lakierami.

cena: Essie około $6 na eBayu/13,5ml, Chanel około 100zł/13ml, OPI około $7-8/15ml



10. Peelingi:

a) Ginerva Marvel Gel


Podczas przeglądania urodowych blogów zobaczyłam zdjęcia pokazujące działanie tego żelu. Bo to jest peeling, który nie zawiera drobinek ścierających. Nakłada się na twarz warstwę kosmetyku i on natychmiast zaczyna działać – w żelu pojawiają się grudki – jest to złuszczony naskórek.
Efekty są i doraźne – cudownie gładka i miękka w dotyku skóra bez widocznych niedoskonałości, jak i długofalowe – oczyszczone żelem pory pozostają czyste na długi, długi czas ? Przy odpowiednim działaniu prewencyjnym można zapomnieć o zaskórnikach :D Żel ten jest na tyle delikatny, że można go stosować codziennie.

cena: około 70 złotych Allegro lub $16 (z wysyłką) eBay/60ml

b) Baviphat Mango Steam Scrub i Baviphat Peach All-in-one Peeling Gel

Typowy ścierak. Ma ostre (ale nie kaleczące) drobinki i przyjemny rozgrzewający efekt ? Zostawia skórę gładką z wyraźnie oczyszczonymi porami. Do tego żel, w którym zatopione są drobinki ma właściwości nawilżające. Lubię, po krótkim masażu, zostawić peeling na jakieś 5-7 minut na twarzy – kiedy go zmywam mam miękką i nawilżoną skórę.
Peeling ma konsystencję galaretki i cudowny zapach mango. Stosowanie go to sama przyjemność.

cena: $15/110g

All-in-one Peeling Gel działa na podobnej zasadzie jak Marvel Gel. Kosmetyk ten ma galaretkowatą konsystencję, nie zawiera drobinek ścierających. Działa zaraz po nałożeniu na twarz – na skórze widoczne są grudki złuszczonego naskórka. Po użyciu skóra jest niesamowicie gładka, miękka a pory oczyszczone. Żel ma zapach brzoskwini, nie wysusza, nie podrażnia.
Lubię ten peeling stosować rano, przed wyjściem z domu – na potraktowanej nim skórze makijaż wygląda cudownie.

cena: $13/100g



11. Paprika Pore Solution Sleeping Pack Baviphat i Apple Sleeping Pack Baviphat

Sleeping Pack to kosmetyki, które nakłada się jak krem na noc ale mają one bardziej zintensyfikowane działanie. Paprykę rano trzeba zmyć ciepłą wodą, jabłko tego od nas nie wymaga.

I Paprika, i Apple mają konsystencję wodnistego kremo-żelu. Jabłko pachnie jabłkiem a papryka czymś słodko-owocowym. Oba te kosmetyki maja podobne działanie – likwidacja martwego naskórka, oczyszczenie i zwężenie porów, nawilżenie skóry. Używam ich na zmianę i jestem nimi zachwycona. Powoli zaczynam zapominać co to są rozszerzone pory. Wiem, że ma na to wpływ także szereg innych kosmetyków, które stosuję, ale te dwa cudeńka pozwalają mi taki efekt utrzymać. Na pewno wypróbuję jeszcze Lemon Whitening Sleeping Pack, bo póki co tylko tej wersji nie testowałam.

cena: około $13/100g (Apple) i $15/65g (Paprika)

12. Kao Liese Designer Jelly w wariantach II i III

Liese Designer Jellies to japońskie preparaty do stylizacji bez użycia ciepła suszarki/lokówki/prostownicy. Stworzone specjalnie do grubych i ciężkich włosów Azjatek na moich absolutnie nie azjatyckich włosach (moje są długie, średniej grubości i jest ich dość dużo) spisują się świetnie. Mam wszystkie cztery warianty jednak to dwójka i trójka są moimi faworytami. Pomagają stworzyć fale i loki, dodają włosom naturalnej objętości. Wystarczy tylko nałożyć na włosy porcję kosmetyku, trochę pougniatać i mamy gotową fryzurę. Cenię sobie te kosmetyki za szybkość i łatwość działania – parę minut i ja mam włosy jak po wizycie u fryzjera.

cena: $13/75ml

13. Aussie Reconstructor

Idealna maska do włosów. Mocno odżywia i dyscyplinuje włosy. Jej ogromnym plusem jest na pewno to, że to maska-błyskawica. Three Minute Miracle to faktycznie trzyminutowy cud. Używam jej po każdym myciu głowy i nie mam problemów z rozdwajającymi się końcówkami, suchymi włosami czy z puszącą się ‘szopą’.

cena: około 25zł/250ml



14. maseczki:

a) The Face Shop Black Head EX


Glinkowa maseczka typu peel off. Działa podobnie jak popularne ostatnio plastry na nos, jednak jest mniej ‘inwazyjna’ w działaniu. Składniki zawarte w maseczce rozpuszczają i wchłaniają zanieczyszczenia. Ściąganie ‘odlewów’ jest nieprzyjemne, ale nie tak, jak odklejanie plasterków.
Maseczka ta jest niesamowicie skuteczna. Jeden zabieg w tygodniu wystarczy, by utrzymać nos/brodę/czoło w stanie idealnym. Podobnie jak żel Ginerva, maseczka ta jest dostępna na Allegro. Ale taniej wychodzi sprowadzić ją z Korei ;)

cena: około 30 złotych Allegro lub $5 (z gratisową wysyłką) eBay/50g

b) Himalaya Neem Pack i Fruit Pack

Maseczki te mają bardzo podobne działanie – oczyszczają pory w sposób dość agresywny, ich działanie jest wyczuwalne – po nałożeniu ich na skórę odczuwam szczypanie, które mija po jakiejś minucie. Zastygają elastycznie, co ja osobiście sobie cenię – nie lubię mieć na twarzy błotnej maski, pod którą wszystkie mnie swędzi. Ich zapachu są specyficzne, mocno ziołowe ale przyjemne.
Lubię te kosmetyki, ale nie są to moi faworyci. Jednak pomagają mi utrzymać skórę w dobrej kondycji.

cena: około 15 złotych/75ml

15. szminki:

a) Chanel Allure


Moja ulubienica. Mam wiele szminek, ale do Allure wracam zawsze. Szminka ta jest jedwabista i delikatna. Nie wysusza ust, nie podkreśla suchych skórek, jest trwała i w minimalnym stopniu zostawia ślady na kieliszkach/kubkach/skórze. Co jest dla mnie ważne – nie jest tłusta, nie czuć jej na ustach.
No i jeszcze wygląd – lubię kosmetyki w ładnych opakowaniach a Allure jest niemal biżuteryjna.

cena: około 120 złotych

b) pisaki do ust Essence

Farbek do ust używam od kilku lat (wcześniej pigmenty Bourjois, teraz farbki Tony Moly). Uwielbiam w nich to, że nie zostawiają na ustach wyczuwalnej warstwy – pigment się wchłania zostawiając naturalnie wyglądający kolor. Te pisaki kupiłam głównie zachęcona ceną – około 9 złotych, podczas gdy w szafie obok podobny produkt MF kosztował 5 razy tyle. I się zakochałam. Bo po pierwsze – kolory są rewelacyjne, a po drugie ich jakość też jest świetna. Końcówka jest miękka, pigmentu jest w niej odpowiednio dużo i bardzo dobrze się nimi maluje. Jeśli ktoś jeszcze z pisakami/farbkami do ust nie miał do czynienia to te flamastry Essence są dobrym początkiem.

cena: coś koło 8 złotych

16. Tusz do rzęs Missha 4D

Odkrycie przypadkowe – dostałam go do któregoś z kolei zamówienia na eBayu. Podchodziłam do niego sceptycznie. Jednak już po pierwszym użyciu wiedziałam, że pozostanę mu wierna na dłużej.
Tuszem tym można stopniować efekt – od naturalnego po mocno wieczorowy. Tusz nie skleja rzęs, nie obciąża ich, jest mocno czarny. Zmywa się dobrze zwykłym płynem do demakijażu (aktualnie używam różowego płynu Bawełna Bielendy).

Testowałam ten tusz w różnych warunkach (póki co nie miałam okazji stosować go zimą) i póki co i w deszczu, i w letnim upale spisywał się świetnie (jeśli o deszcz chodzi – parę dni temu dopadła mnie ulewa, wyglądałam jak zmokła kura a tusz na rzęsach nie był nawet naruszony)). Zazwyczaj tusz mam na rzęsach od wczesnych godzin porannych po późny wieczór. I wieczorem moje rzęsy są tak samo piękne jak rano – długie, grube, wywinięte i podniesione. Wokół oczu nie ma czarnych okruszków czy odbitych rzęs. Rewelacja (tusz na poziomie półki wysokiej za cenę półki niskiej, bo w przeliczeniu Missha 4D kosztuje tyle, co tusze Maybelline). Teraz można już ten tusz kupić za $6 z wysyłką, więc są to naprawdę śmieszne pieniądze.

cena: około 30 złotych/6g

17. Kremy:

Perfect Cover BB Cream Missha, Peach Sake Pore BB Cream SkinFood, Clearing Petit BB Cream Holika Holika, Magic Girls Plus Baviphat, Water Drop Lioele, Missha Vita Moisture, Missha Shiny, Watery Petit Holika Holika, zestaw miniatur Skin79


Jakiś czas temu definitywnie przerzuciłam się na bb kremy. W tej chwili używam tych, które są na zdjęciu. I jestem z nich bardzo zadowolona.

BB Cream to połączenie podkładu, kremu pielęgnacyjnego, kremu z filtrem, bazy pod makijaż. W zależności od rodzaju kremy mają różne właściwości – kryją mniej lub bardziej, matują mniej lub bardziej, nawilżają mniej lub bardziej; posiadają też filtry o różnej wysokości. Moimi ulubieńcami są treściwy krem matujący Magic Girls Plus Baviphat (treściwy i mocno kryjący krem z filtrem 30spf/pa++, wersja do skóry tłustej) i nawilżający WaterDrop Lioele (lekki, po nałożeniu na twarz wytrącają się z niego kropelki wody, które natychmiast się wchłaniają i to one są odpowiedzialne za długotrwałe nawilżenie cery; na początku przeraził mnie kolor tego kremu, bo nie jest to czysty beż a raczej ziemisty, szarawy beż jednak na twarzy wygląda świetnie; nie jest to krem z rodzaju kryjących, daje on świeże i naturalne wykończenie). Reszta jest przyjemna w używaniu, ciągle testuję nieznane mi kremy ale po tych (bardziej lub mniej udanych) eksperymentach wracam do moich dwóch ulubieńców. Jeszcze może zaznaczę, że nie przypadł mi do gustu uwielbiany krem Missha Perfect Cove – jedyne, co mi w nim podoba to kolor (#21). Bardzo lubię za to inne kremy Missha – Moisture i Shiny. Całą ostatnią zimę używałam kremu Skin Food Peach Sake Pore i mogę go osobom z tłustą cerą i rozszerzonymi porami polecić – fantastycznie ukrywa wszelkie niedoskonałości, do tego jest treściwy i bardzo dobrze zastępuje podkład.

cena: zależy, od $8 do $25/20ml, 30ml, 50ml

Polecane wideo


Ten artykuł mogą komentować tylko zalogowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta - zarejestruj się tutaj!

Jeszcze nikt tego nie skomentował. Bądź pierwsza!