Lauren Luke: historia sukcesu

przejdź do komentarzy
lauren luke lauren luke/Sephora

Zaczynała od zera, dziś maluje gwiazdy i... siebie.

Historia Lauren Luke to współczesna success story - nieznana nikomu dziewczyna z krótkim czasie stała się jedną z najpopularniejszych makijażystek na świecie.

Osiągnęła to bez znajomości, kariery łóżkowej, bez skandali. Wystarczył Internet i jej talent.


Jest coś jeszcze: setki tysięcy kobiet kochają ją za jej normalność. Bo Lauren nie przypomina kobiet z okładek. Nie jest chuda, do niedawna miała krzywe jedynki, nigdy nie pretendowała do miana pięknej kobiety. Za to kiedy już zacznie mówić, nakładając cienie do powiek, trudno oprzeć się jej urokowi osobistemu. I ten jej akcent!

Dwa lata temu 27-letnia Lauren była samotną matką z pracą, która nie obiecywała praktycznie nic.

Teraz maluje gwiazdy, zarabia na kosmetykach do makijaży sygnowanych swoim nazwiskiem... A wszystko to dzięki pasji, która zmieniła się w jej zawód.

Wszystkie filmiki nagrywa w swojej sypialni, która dopiero niedawno została przemeblowana. Wcześniej widzieliśmy w tle kartony wypchane zabawkami, pluszaki, czyli codzienny, domowy nieporządek.

Lauren dzieli skromne mieszkanie w South Shields z 11-letnim synem Jordanem i 40-letnim partnerem, Kenem Taylorem.

Pracuje głównie w domu, przy swojej toaletce, na której piętrzą się setki cieni, pacynek, pędzli, szminek i różów. To tam powstają krótkie instruktaże, które oglądają miliony ludzi z 70 krajów.

- Zawsze chciałam mieć przyjaciółkę, z którą dzieliłabym rady dotyczące makijażu, ale nigdy takiej nie miałam - powiedziała Luke w rozmowie z brytyjskim Daily Mail. - Teraz mam tych wszystkich ludzi, którzy lubią mnie dla mnie samej.

- Nie jestem głupia. Wiem, że posiadanie przyjaciół przez internet to nie to samo, co posiadanie ich w rzeczywistości, ale świetnie jest móc czuć się częścią wielkiej społeczności koleżanek.

Lauren wychowała się w South Sields, w skromnym domu. Ma trzy siostry: młodszą o dwa lata Helen i 13-letnie bliźniaczki, Rachel i Mikalyę. Kiedy Lauren miała 16 lat, jej rodzice rozstali się. Dziś są po rozwodzie.

Od dziecka była dość nieśmiała. W szkole miała problemy z rówieśnikami, którzy poważnie jej dokuczali.

- Zawsze chciałam być tylko lubiana - mówi. - Nic więcej. Byłam wrażliwa, co robiło ze mnie łatwy cel. Stale mi dokuczano, przezywano od grubasek i brzydul, choć jako dziecko wcale nie miałam nadwagi. W klasie siedziałam z trzęsącymi się nogami, bo wiedziałam, że będą na mnie czekać. Po szkole natychmiast biegłam do domu. Na szczęście nie mieszkałam daleko.

- Zaczęłam się malować. Myślałam, że jeśli będę wyglądać ładnie, wzbudzę większą sympatię. Oczywiście nie było to prawdą, ale sprawiło, że sama ze sobą czułam się znacznie lepiej - dodaje.


W wieku 14 lat poznała pewnego chłopca.

- Byłam naiwna. Wszystkie dziewczyny opowiadały, że uprawiają seks, więc i ja zaczęłam. Myślałam, że go kocham. Straciłam dziewictwo w wieku 15 lat. Byliśmy ze sobą rok, po którym zaszłam w ciążę. Byłam zdruzgotana. Nigdy nie chciałam dziecka. Kochałam zwierzęta, chciałam zostać weterynarzem. Niestety, wszystkie plany legły w gruzach.

Lauren opuściła zatem szkołę w zaawansowanej ciąży, bez żadnych konkretnych kwalifikacji. Jordan urodził się w 1998 roku, niedługo potem zostawił ją chłopak.

- Jest świetnym tatą. Widuje się z Jordanem w każdy weekend, ale nie chciał być ze mną - wyznaje. - Bycie samotną, nastoletnią mamą było dla mnie bardzo upokarzające. Mama bardzo mi pomogła, pokazywała, uczyła.

Kiedy Lauren siedziała w domu opiekując się synem, zaczęła eksperymentować z makijażem.

- Nie stać mnie było na dużo kosmetyków, więc zaczęłam łączyć cienie - wspomina. - Mam zielone oczy, ludzie zawsze mówili mi, że są urocze. To jedyna część mojego ciała, którą lubię.

Niestety, wówczas jeszcze nie mogła z tego żyć. Luke poszła do pracy w wieku 18 lat. Nie dawały one żadnych perspektyw rozwoju, ale pomagały utrzymać dziecko.

Wtedy poznała Kena, kierowcę, mężczyznę po rozwodzie z dwójką nastoletnich dzieci.

- Zaczęliśmy się przyjaźnić i wkrótce zdałam sobie sprawę, że się zakochuję - mówi Lauren. - Miałam innych chłopaków od czasów taty Jordana, ale Ken jest inny. To moja opoka.

Luke zaczęła dorabiać sprzedając przez internet kosmetyki do makijażu. Kupowała cienie do powiek w hurtowych ilościach i odsprzedawała je. Szło jej na tyle dobrze, że w marcu 2007 roku postanowiła rzucić regularną pracę.

- Na początku się bałam, bo oczywiście zarabiałam mniej, ale codziennie budziłam się z uśmiechem. Było warto.

Wpadła na pomysł, by pokazać internautkom, jak można wykorzystać kosmetyki, które oferowała. Na stronie YouTube założyła własne konto - panacea81 - i zaczęła tworzyć filmiki instruktażowe, a zdjęcia z nich dołączała do internetowych aukcji.

Maile zaczęły napływać jak rzeka. Dziewczyny prosiły o poradę, pytały o szczegóły. A Lauren, jak dobra koleżanka, odpowiadała na każdy z nich. Wkrótce zaczęło brakować jej czasu na prowadzenie własnego biznesu.

W lipcu 2007 roku Lauren umieściła swój pierwszy filmik.

- Zrobiłam wtedy smoky eye - wspomina. - Byłam tak zdenerwowana, że non stop mówiłam. Nawet nie przyszło mi do głowy, by posprzątać swoją sypialnię! Można było zobaczyć misie na łóżku. Kamera była stara, kolory ziarniste. W tle chrapały moje trzy psy.

W ciągu kilku tygodni komentarze można było liczyć w setkach. Istne szaleństwo rozgorzało, kiedy Lauren zrobiła makijaż inspirowany wyglądem Leony Lewis z teledysku Bleeding Love. Jej instruktaże zaczęły oglądać miliony ludzi.

Dziś Lauren Luke ma podpisane kontrakty opiewające na miliony funtów, ale wciąż mieszka w niewielkim mieszkaniu, a sypialnię urządziła niedrogimi meblami z Ikei.

W kwietniu na rynek weszła jej własna linia kosmetyków, we współpracy z Nintendo powstała gra Supermodel Makeover, a obecnie toczą się rozmowy z pewnym producentem telewizyjnym. Luke regularnie pisze też do gazet jako ekspert z dziedziny wizażu.

Jakieś szaleństwa finansowe? Mnóstwo klocków Lego dla syna, a dla siebie nowe ubrania. No i - oczywiście - nowiutki laptop.

Polecane wideo


Skomentuj Staraj się pisać bez błędów

dodasz komentarz jako gość - jeżeli chcesz zarejestrować nicka - załóż konto z avatarami!

Jeszcze nikt tego nie skomentował. Bądź pierwsza!