Byłam modelką przez jeden dzień

przejdź do komentarzy
makijaż makijaż/ABJPhotography

Ciekawi Was, jak to jest?

Wyobraźcie sobie, że macie okazję wziąć udział w profesjonalnej sesji fotograficznej. Oczywiście w roli modelki. Zajmuje się Wami wizażystka, fryzjerka i fotograf. Tylko nie mówcie, że nie skorzystałybyście... Ja nie mogłam powiedzieć „nie”.

Zajęli się mną specjaliści z ABJ Photography. Ci sami, którzy zajmują się tworzeniem tutoriali dla Zeberki.
 

zdjęcia: Bartosz Jasicki (ABJ Photography)
makijaż: Malwina Wenska (ABJ Photography)
fryzura: Barbara Bernady-Palenik (KissParis)
Asystent: Anna Jędrzejewska (ABJ Photography)


Zobaczcie, jak to jest, kiedy sesję ogląda się od środka, będąc w samym centrum wydarzeń.

Jeśli jesteś modelką i czytasz ten tekst, możesz się pobłażliwie uśmiechnąć. OK – rozumiem. Przynajmniej zobaczysz, jak czuje się w takiej sytuacji kompletna amatorka.

Ale mamy wysokie czoło!

Z wizażystką (Malwiną) umówiłam się przez gadu-gadu. Na sesję przyjechałam pociągiem. Wykończona, po zaledwie czterech godzinach snu.

Malwina już czeka na mnie pod dworcem. Jedziemy do hotelu Qubus, tam będę miała robione zdjęcia na kamieniach („Jakich kamieniach?” myślę sobie) i w fontannie („No to będą jaja”). Na miejscu idziemy prosto do zakładu fryzjerskiego, gdzie zajmuje się mną Basia. Spojrzała na mnie, odsunęła grzywkę i bezradnym głosem powiedziała:

- Oj, ale mamy wysokie czoło! I kwadratowy kształt twarzy!

Poczułam się jak pierwszoklasistka, która nie odrobiła swojego zadania domowego, chociaż Basia to miła, tryskająca energią profesjonalistka. Jestem jednak pewna, że zarumieniłam się w jednej sekundzie.

Malwina wyraziła pewną aprobatę wobec mojej obecnej fryzury, będącej złem koniecznym, aby móc zapuszczać włosy (kto przechodził przez ten ból wie, co mam na myśli).

- Wiesz, widziałam tę fryzurę i uznałam, że ktoś się musiał nad tym sensownie zastanowić! - mówi do Basi.

„Sensownie zastanowić?” Jezu! A ja kilka dni wcześniej wydałam majątek u najlepszego znanego mi fryzjera w mieście, żeby nie wyglądać jak postrach.

CZYTAJ DALEJ...



Zaciskam zęby

Przez te małe wrażenia na początku byłam trochę spięta. Bałam się, jak wyjdę na zdjęciach. Chciałam jak najlepiej – w końcu taka okazja może się już nie powtórzyć. W dodatku niesamowicie bolał mnie brzuch, ale zaciskałam zęby – głupio tak jęczeć i narzekać, kiedy tyle osób robi ci przysługę.

Dość szybko pojawiła się asystentka. Wysoka na ponad metr osiemdziesiąt „łania” o nogach długich na kilometr, obuta w przeraźliwie wysokie killer shoes. Nawet w zwykłych dżinsach i t-shircie wyglądała, jakby przez chwilą zeszła z wybiegu.

Układanie włosów poszło szybko i... szokująco. Szokująco dla mnie, bo w życiu nie miałam takiej fryzury i gdyby nie interwencja fryzjerki, pewnie nigdy bym się nie odważyła. Do nowego uczesania przyzwyczajałam się kilka godzin. Dopiero pod koniec sesji poczułam się w miarę swobodnie. Biję się w pierś – wina leżała po mojej stronie, bo atmosfera była bardzo luźna; wszyscy to znajomi, który rozmawiają ze sobą, jakby właśnie spotkali się na cotygodniowej kawie.

Muszę kupić granatowe cienie

Po włosach przyszedł czas na makijaż. Jego wykonanie było dość czasochłonne. Miałam wrażenie, że wizażystka nakłada mi na twarz wszystkie kolory, które miała w swojej walizce. Rzut oka do lusterka – bosko! Niestety, największy ból jest taki, że samodzielnie nigdy nie będę w stanie odtworzyć takiego makijażu. Znam swoje granice. Za to będę ćwiczyć. I kupię granatowe cienie, chociaż kiedyś byłam przekonana, że do moich zielonych oczu nie pasują.

Koniec, przebieram się i idziemy na zdjęcia. Najpierw sesja na kamieniach. Nigdy jeszcze nie balansowałam na tak wysokich butach, w dodatku na nierównym podłożu. Zły ruch i leżę ze skręconą kostką. Łydka się trzęsie, ale trzymam się mocno. Basia co chwilę podbiega, żeby poprawić fryzurę. Wciąż jestem spięta, co bardzo widać, bo nie potrafię wykrzesać innej miny, niż zacięte usta i kamienna twarz.

Tylko nie patrz w dół!

Malwina ma pomysł, żebym dała zmoczyć się w fontannie. W porządku, nie mam nic przeciwko. Szyki psuje złośliwość rzeczy martwych, bo fontanna z powodu zbyt silnego wiatru wyłączyła się automatycznie. Zatem sesja przy kamiennej balustradzie. Fotograf chce, żebym na niej stanęła. Patrzę w dół – od trawy kilka ładnych metrów. Kręci mi się głowie, bo mam lęk wysokości. Już widzę siebie, jak spadam, przed oczami mam łamanie kości i inne tragedie. W końcu wychodzę na zewnętrzny gzyms.

- Tylko nie patrz w dół! – powtarzają mi wszyscy. I tak patrzę.

Ostatnia odsłona jest najluźniejsza. Mam na sobie własne dżinsy, swoją kurtkę i za duże o dwa numery szpilki, z których jedna ma złamany obcas. Pozuję w środku budynku, na tle panoramy Krakowa. Nie wiem, czy to dzięki swoim ubraniom, czy może dlatego, że pozuję już trzecią godzinę, ale zaczynam czuć się nieco lepiej. I tylko szkoda, że kiedy ja zaczynam się rozkręcać, trzeba już kończyć...

Zdjęcia będą świetną pamiątką. Powyżej przykład, a reszta... Wybaczcie, ale zostawię ją dla siebie. Poza tym, nie jestem profesjonalną modelką i szczerze mówiąc nie wiem, czy miałabym na tyle odwagi, by paść ofiarą kobiecych komentarzy. ;)



Uwaga, KONKURS! Powyższa fotografia stanowi pewien rebus. Która z Was pierwsza go odgadnie, wygra darmowy makijaż wykonany przez ABJ Photography. Odpowiedzi wysyłajcie na maila sesja.abj(małpa)gmail.com. Powodzenia!

Polecane wideo


Skomentuj Staraj się pisać bez błędów

dodasz komentarz jako gość - jeżeli chcesz zarejestrować nicka - załóż konto z avatarami!

Jeszcze nikt tego nie skomentował. Bądź pierwsza!